piątek, 27 maja 2011

Manufaktura małżeńska


Dziś wpis odrobinę jakby kaleki, bo miałam pokazać dwie szafeczki na klucze, ale będzie tylko jedna gdyż druga zasili moją jakże różnorodną a przede wszystkim długą jak do Kasprowego kolejkę do szlifowania przedmiotów niespełniających wymogów estetycznych a ponieważ wyjeżdżam w tym tygodniu służbowo to nie będzie czasu na drugie podejście i mimo, że powszechnie wiadomo, że czas to drań to czasem czas też potrzebuje trochę czasu i serca a nawet rozumu a resztę pominę milczeniem pozorując dobrą minę do złej gry.
Szafeczka, która spełniła jako tako wymogi estetyczne, ale ziaje ułomnością jest zrobiona przez naszą małżeńską Sp.z.o.o, ponieważ wyprodukował ją małżonek, dzięki czemu jest znacznie większych rozmiarów, niż te ze sklepu a do tego jest - „artystycznie poorana”, bo mój małżonek przejawia artystyczne upodobania tyle, że są to upodobania odrobinę szorstkie, (hm...nie dałam do ocenzurowania, więc nie wiem jaka będzie reakcja).



Dzięki artystycznemu pooraniu, zabejcowaniu i przeszlifowaniu wyłonił się jasny kolor surowego drzewa, który kontrastuje z ciemną bejcą poza tym nie wiem czy to widać na zdjęciu, ale w rzeczywistości szafeczka wygląda na lekko wyboistą i tak bardzo spodobał mi się ten wyboisty, rustykalny efekt, że polakierowałam ją tylko kilka razy, aby jej nie uładzić w końcu to nie jest dywan i nie będzie potrzebny notoryczny kontakt fizyczny.


Szafeczka nie jest dopięta na ostatni guzik, bo nie ma haczyków na klucze, czyli właściwie czegoś, do czego została powołana statutowo, ale dzięki temu mogę pokazać w całej okazałości ciekawe usłojenie na tylnej ściance a nasze klucze muszą jeszcze poczekać żeby godnie zawisnąć, bo przecież, co ma wisieć nie utonie a czyż ozdóbki nie są najważniejsze?



A to pewna gwiazdeczka, którą cierpliwie lansuję, czyli Roman w wojnie między białymi a kolorowymi.





Kolejny facet o „pięknie charczącym” głosie, czyli -  Steve Perry z zespołu Yourney. Piosenka Faithfully to piękna ballada rockowa, która powstała zaledwie kilka lat po późnym Gierku i poza tym nie ma z nim nic wspólnego.




Nie dyskutuj nigdy z idiotą - najpierw sprowadzi cię na swój poziom, a potem pokona doświadczeniem.


13 komentarzy:

  1. Wasze wspólne tworzenie daje cudne skutki! Mnie się bardzo podoba, lubię takie jak to ładnie określiłaś "artystyczne pooranie" :)Świetnie podkreślone naturalne piękno drewna. A Roman wygląda jak urocza chilliderka z pomponami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna szafeczka, dobrze Wam razem wychodzi działanie :).
    Ja lubię rzeczy takie nie całkiem gładkie i błyszczące, takie już mam skrzywienie!
    Roman nie wygląda na walczącego, raczej jakby kontemplował.........
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szafeczka wyszła Wam niezwykle klimatycznie...pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Duecik żona+mąż=super szafeczka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na własną produkcję, a domniemywam, że szanowny małżonek nie jest stolarzem to szafeczka prezentuje się bardzo dobrze!Roman zdecydowanie wygrywa z kolorowym! Już na wejściu walki miał przewagę, ponieważ Roman składa się wyłącznie z "naturalnego surowca", a kolorowe bardzo, bardzo nie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bulmo strasznie mi się podoba określenie na Romana chilliderka z pomponami chyba się przyjmie.

    Ewkiki lubię rzeczy niebłyszczące i szorstkie jak Ty, ale to chyba nie jest zboczenie mamy, bo takie rzeczy mają więcej duszy.
    I. dzieki za miłe słowa i za uściski.

    Kasiu masz rację duecik z nas taki, że jak mówi mama dobraliście się jak w korcu amku.

    Pracownia Esta - wymyśliłaś kolejny ciekawy termin na Romana - naturalny surowiec. Piękne i delikatne, bo ja bym powiedziała o nim coś mniej cenzuralnego.

    Pozdrawiam
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna szafka:). Zazdroszczę tak zdolnego Małżonka, bo mój to raczej teoretyk:D
    Piosenka świetna, nie znałam jej. Głos super, bardzo podobny do wokalisty Nazareth, którego ballady rockowe uwielbiam. Pozdrawiam. Hania

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj Haniu uwielbiam Nazareth jeszcze bardziej niż Yourneya. Jakos teraz nie ma facetów z takimi mocnymi chrypami i chyba sobie stworzę małą historyczno-muzealną płytotekę na tym blogu.
    Dzięki za miłe słowa w sprawie szafki no i w sprawie męża.
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  9. Poorane lubię! czasem sama orzę, jak mam taką artystyczną wizję, więc orzącego małżonka zazdraszczam i pochwalam;-)
    Roman jest moim faworytem i zdecydowanie wymiata (nomen omen) tą barwną miotełkę;-)
    Chrypka sexi bardzo... też lubię...
    Ściskam czule!

    OdpowiedzUsuń
  10. I ja stawiam na poorane, pogryzione (zębem czasu), nierówne i niedoskonałe. Bo tylko w tym wszystkim widać, że jedyne w swoim rodzaju i autentyczne i nie od sztancy. I jeszcze w moich ukochanych brązach. Pięknie moi Państwo! Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak Inkwizycjo masz rację orzący Małżonek to bardzo dobra i rzecz pożyteczna.

    Miro dziękujemy za uznanie no i oczywiście nie ma jak nasze brązy.

    Zaorane małżeństwo

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo stylowa szafka na klucze:)
    A co małżeńskich manufaktur, to zawsze uważałam, że nic tak do siebie nie zbliża, jak wspólne przedsięwzięcia. Tak więc życzę jeszcze więcej takich wspólnych prac, tym bardziej, że rezultaty wychodzą Wam bardzo efektowne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tak Ren-yu we wspólnych zapędach to my się potrafimy tak zapędzić, że świata nie widzimy.

    OdpowiedzUsuń